To może być rewolucja w urbanistyce i sektorze budowlanym. W pierwszym kwartale 2018 roku rząd planuje przyjąć Kodeks urbanistyczno-budowlany (KUB). Szacuje się, że wprowadzenie nowej kodyfikacji zastąpi lub zmodyfikuje nawet 140 obecnie obowiązujących aktów prawnych. Pierwsze przepisy powinny wejść w życie już na początku stycznia.

Według założeń Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa nowe regulacje mają być wprowadzane etapami i dotyczyć trzech głównych założeń: przywrócenia i utrwalenia ładu przestrzennego, usprawnienia procesu inwestycyjno-budowlanego oraz zagwarantowania sprawnej i terminowej realizacji inwestycji celu publicznego. Przekładając to na język praktyki, celem rządu jest podniesienie jakości przestrzeni publicznej i jej estetyzacja, przy jednoczesnym zracjonalizowaniu wydatków publicznych na ten cel. Ma być efektywniej, a więc i taniej.

Gdzie dobrze mieszkać – pomogą miejscowe plany

Kodeks urbanistyczno-budowlany będzie określać m.in. przesłanki wyznaczania przez gminy terenów pod nową urbanizację z uwzględnieniem uwarunkowań fizjograficznych. Według nowych przepisów zostanie rozszerzony wymóg sporządzania planów miejscowych dla inwestycji o istotnym oddziaływaniu na przestrzeń.

– Musimy określić, na ile władza publiczna ma ingerować, abyśmy mogli powiedzieć, że nasze miasta i miejscowości są piękne – mówił w lipcu tego roku, wiceminister infrastruktury i budownictwa Tomasz Żuchowski podczas posiedzenia komisji sejmowych, na którym podsumowano prace nad projektem ustawy.

Jak założenia Kodeksu wpłyną na życie przeciętnego Kowalskiego? W wymiarze ogólnym mają zapobiegać rozrastaniu się miast w sposób chaotyczny, a tym samym utrudniający życie mieszkańcom. Co więcej, rola społeczeństwa w planowaniu przestrzennym zostanie wzmocniona. W sytuacjach konfliktowych, gdy podejmowane będą działania sprzeczne z interesem społeczności lokalnej, przepisy Kodeksu mają być wsparciem przede wszystkim dla mieszkańców. Na terenach przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową nowa regulacja wprowadza prymat takich właśnie inwestycji, kosztem infrastruktury uchodzącej za uciążliwą (np. budowa drogi szybkiego ruchu czy zakładu przemysłowego). Dzięki takiemu rozwiązaniu ustalenia zawarte w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego wreszcie będą dobrą wskazówką, gdzie dobrze mieszkać, a nie tylko mało istotnym dokumentem, podatnym w dodatku na wielokrotne modyfikacje. Plany będą także uwiarygadniać sytuację na rynku nieruchomości. Po wprowadzeniu nowych przepisów, mamy być pewni, że mieszkania na sprzedaż na terenie objętym miejscowym planem, nie utracą wartości po ich zakupie ze względu na niespodziewaną inwestycję tuż pod naszymi oknami.

Mniej biurokracji

Co ważne, Kodeks urbanistyczno-budowlany ma do minimum ograniczyć biurokrację i formalności spędzające inwestorom sen z powiek nawet przy niewielkich projektach. Kodeks zakłada skrócenie procesu inwestycyjno-budowlanego. Znikną m.in. skomplikowane procedury dotyczące budynków (np. ograniczona zostanie konieczność ubiegania się o pozwolenia na budowę w przypadku małych projektów).

Uproszczona zostanie także droga do budowy domów jednorodzinnych wolnostojących, o powierzchni nie przekraczającej 250 metrów kwadratowych. Zamiast najeżonego formalnościami procesu, duże znaczenie będzie miała zgoda naszych przyszłych sąsiadów – jeżeli zaakceptują budowę w sąsiedztwie własnych zabudowań, dla urzędników będzie to ułatwienie, które wydatnie przyspieszy otrzymanie wymaganych pozwoleń. Kodeks ma rozwiązać także znany i niestety nierzadki problem, gdy w pobliżu niewielkiego osiedla z widokiem na pola i las, inwestor planuje np. budowę hali produkcyjnej. Do tej pory mieszkańcom pozostawało zacisnąć zęby, protestować albo wystawić domy na sprzedaż. Teraz w przypadku takiej inwestycji mieszkańcy staną się od razu stroną postępowania, co ma ułatwić dochodzenie ich racji na drodze prawnej.

Będzie zawód urbanisty

KUB koncentruje się też na odpowiedzialności zawodowej osób wykonujących samodzielne funkcje w budownictwie i w procesie inwestycyjno-budowlanym. Dlatego też przez ostatnie miesiące trwały szerokie konsultacje publiczne w sprawie dwóch aktów prawnych bezpośrednio powiązanych z Kodeksem: Ustawy o architektach, inżynierach budownictwa oraz urbanistach i Ustawy o organach administracji inwestycyjnej i nadzoru budowlanego. W przypadku tej pierwszej nowe regulacje przywracają zawód urbanisty. Po zdaniu egzaminu państwowego o odpowiednich uprawnieniach będzie zaświadczać wpis do rejestru urbanistów. Nadzór nad tym zawodem będzie sprawował minister infrastruktury i budownictwa. Taki zabieg ma pomóc w kontroli przestrzeni publicznej, a także wpłynąć na jej rozbudowę i kierunki działań. Przepisy oddają ją w ręce profesjonalistów.

Co więcej, ustawa nakłada na urbanistów wymóg etycznego postępowania, a przede wszystkim stałego podnoszenia kwalifikacji. Druga ze wspomnianych ustaw wprowadza przede wszystkim zmiany organizacyjne w funkcjonowaniu organów administracji inwestycyjnej i nadzoru budowlanego. To pochodna raportu Najwyższej Izby Kontroli sprzed kilku lat, który zwracał uwagę na złą sytuację inspektoratów nadzoru budowlanego i inwestycyjnego: podatność na korupcję i omijanie procedur. Teraz powiatowe inspektoraty nadzoru budowlanego zostaną zastąpione inspektoratami okręgowymi. Te zaś będą podporządkowane inspektoratom wojewódzkim. Pieczę nad całą strukturą będzie sprawować Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego podległy ministrowi infrastruktury i budownictwa. Taka konstrukcja ma uszczelnić system i wyeliminować słabe punkty dotychczasowego rozwiązania.

KUB to początek drogi

Wstępna wersja Kodeksu ma 140 artykułów. Powoli dobiegają końca konsultacje społeczne, a projekt KUB według planów rządu w styczniu powinien trafić pod obrady Sejmu. Jeżeli ministerialne plany zostaną przyjęte, niespełna trzy lata od wprowadzenia tzw. ustawy krajobrazowej otrzymamy kolejny oręż do walki z chaosem w polskiej przestrzeni publicznej. Doświadczenia tej pierwszej ustawy pokazują jednak, że oczekiwania i praktyka stosowania przepisów często nie idą w parze. Przyjęcie ustawy będzie więc dopiero początkiem drogi w żmudnym procesie porządkowania polskich miast.