Gdy nad głową „wisi” nam kredyt, a jednocześnie na naszym koncie leży trochę oszczędności, może przyjść nam na myśl, by częściowo spłacić zobowiązanie i dzięki temu ulżyć nieco domowemu budżetowi. Czy aby na pewno jest to dobry pomysł?  

O zaletach nadpłaty piszą blogerzy finansowi, idea taka pojawia się również w wielu branżowych książkach. Rozwiązanie wydaje nam się logiczne. „Przecież będę płacić mniejszą ratę” – myślimy.

Mam na ten temat całkiem inne zdanie. Uważam, że w przypadku większości rodzin

najgorszą rzeczą dla budżetu domowego będzie nadpłata kredytu hipotecznego ze zgromadzonych oszczędności.

Pokażę to na przykładzie

Magda i Marek to szczęśliwe małżeństwo z 5-letnim synkiem. Oboje pracują i 6 lat temu kupili swoje pierwsze mieszkanie. Na kredyt. Do spłaty pozostało im 200 000 zł. Miesięczna rata kredytu to dziś 1100 zł. Dzięki systematycznemu oszczędzaniu rodzina uzbierała 120 000 zł oszczędności i w całości chce je przeznaczyć na nadpłatę kredytu. Symulacja, którą przeprowadził bank pokazała nowe raty w wysokości tylko 450 zł. Nie było na co czekać – rodzina nadpłaciła kredyt.

Przecież miesięczne obciążenie budżetu domowego zmalało o 650 zł!

Jaka jest sytuacja tej rodziny

nadpłata kredytu

Przed nadpłatą kredytu:

  • Po stronie przychodów – wynagrodzenie na podstawie umowy o pracę.
  • Po stronie wydatków – kredyt hipoteczny z ratą 1100 zł
  • I do tego 120 000 oszczędności
  • W razie problemów finansowych – oszczędności pozwolą spłacać raty kredytu, na spokojnie szukać np. nowej pracy (kapitału starczy na kilka lat bieżących wydatków) lub uzyskać lepszą pomoc medyczną w razie ciężkiej choroby.

Po nadpłacie kredytu:

  • Po stronie przychodów – wynagrodzenie na podstawie umowy o pracę.
  • Po stronie wydatkównadal kredyt hipoteczny, ale z niższą ratą: 450 zł
  • I… brak jakichkolwiek oszczędności. Zero!

Decyzja wydaje się całkiem słuszna, o ile nasze życie upływa beztrosko i nie stykamy się z żadnymi większymi problemami. Statystyki pokazują jednak, że sytuacja nie zawsze wygląda tak modelowo. I tu mogą pojawić się komplikacje.

  • W razie problemów finansowych – nadal trzeba spłacać raty kredytu, ewentualne szukanie nowej pracy przebiega w stresie (pożyczanie pieniędzy od rodziny lub znajomych, ryzyko wysokich odsetek z firm pożyczkowych – w banku już kredytu możemy nie dostać), a w przypadku poważnej choroby stykamy się z brakiem środków na lepsze warunki i proces leczenia.

Być może powiesz:

  • „Źle się czuję z dużym kredytem”. Ale przecież jeżeli masz oszczędności, w każdej chwili możesz kredyt nadpłacić. Jeżeli zgromadziłeś kapitał, to znak, że potrafisz oszczędzać.
  • „Po co mi oszczędności!” Cóż, potraktuj je jako zabezpieczenie spłat rat/utrzymania rodziny w przypadku wystąpienia trudnej sytuacji.
  • „Trzymając oszczędności na lokacie, zarabiam miesięcznie mniej niż wyniosłaby potencjalna różnica w odsetkach”. To prawda. Ale to niewielka różnica. Potraktuj to z jednej strony jako „koszt ubezpieczenia na wypadek wystąpienia trudnych sytuacji”. Pomyśl, czy nie warto np. poszukać ciut większych zysków z inwestycji.
  • „Mam kredyt we frankach – spłacając go wcześniej, unikam ryzyka walutowego”. Mam inny pomysł – możesz np. kupować franki (np. w kantorze internetowym), ale nie wpłacać ich na poczet kredytu. Ryzyko walutowe znika. A w razie potrzeby oszczędności pozwolą Ci spłacać kredyt lub – po wymianie ich na złotówki –będziesz w stanie pokryć nimi różne nieprzewidziane wydatki.

Są przypadki, w których polecam natychmiast nadpłacić kredyt: na przykład jeżeli jesteś jedną z tych osób, które szybko wydają całość oszczędności.

Ale jeżeli potrafisz oszczędzać – może warto temat przemyśleć?

Zastanów się.