Obecnie żyjemy w czasach, w których wszystkiego mamy raczej w nadmiarze. Mimo to gromadzimy przedmioty tak samo jak nasze babki czy matki, które żyły w czasach, kiedy rzeczywiście wszystkiego brakowało. Po latach takiego chomikowania czasami mamy zagracone mieszkanie i brak wolnej przestrzeni, aby swobodnie oddychać.

Od czego zacząć?

Najczęściej, tak jak we wszystkich sprawach w życiu –  zaczynamy od podjęcia decyzji. Podobno to aż 51% sukcesu. W sieci znajdziemy wiele blogów na temat tego, jak uporządkować zagracone mieszkanie. Możemy też poszukać książki o takiej tematyce – jest z czego wybierać, co też świadczy o tym, że nadmiar przedmiotów w naszych domach stał się istną zmorą.

Polecam książki i system japonki Marie Kondo, która sama o sobie mówi, że jej misją jest przynieść światu radość poprzez porządek. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że największe efekty w tej materii przynoszą małe kroczki. Sama od dłuższego czasu zmagałam się z tym problemem i nie bardzo wiedziałam, jak się za to zabrać.

Cztery lata temu przeprowadzałam się z mieszkania do domu. Jako, że byłam wtedy w zaawansowanej ciąży, kwestią pakowania i przewożenia całego „dobytku” zajęły się, siłą rzeczy, inne osoby. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po rozpakowaniu wszystkich przedmiotów zobaczyłam, że pomimo tego, że dom jest dokładnie dwa razy większy niż dotychczasowe mieszkanie nic właściwie się nie zmieniło w kwestii uporządkowania przestrzeni. Dom również stał się zagracony.

Przyjście dziecka na świat nie pomaga w utrzymaniu porządku. Ilość rzeczy, która nagle dodatkowo pojawia się w naszych domach, może przyprawić o prawdziwy ból głowy. Próby uporządkowania przestrzeni wokół mnie zajęły mi ostatnie dwa lata. Efekty były różne, najczęściej takie sobie, ponieważ niewidoczne na pierwszy rzut oka. Co z tego, że książki były uporządkowane, jak było ich dokładnie tyle samo, co wcześniej? Podobnie z ubraniami, rzeczami „do domu”, kosmetykami, akcesoriami dziecięcymi, zabawkami… można tak wyliczać bez końca. Późną jesienią zeszłego roku postanowiłam „zjeść słonia” malutkimi kawałkami.

zagracone mieszkanie
bohemianliving.pl
zagracone mieszkanie
bohemianliving.pl

Jak zjeść słonia?

Zaczęłam wyrzucać po dziesięć rzeczy każdego dnia. Były to przedmioty małe, bez rewolucji typu zabytkowy kredens po babci. Przykładem może być raz przeczytany magazyn (albo nieprzeczytany, ale sprzed 2 lat, bo kiedyś na pewno go przeczytam). Otwierałam szufladę, aby coś wziąć i mój wzrok padał na przedmiot, o którym nawet nie wiedziałam, że go mam i do czego służy. Koszulka z plamą nie do sprania lub taka, w której źle wyglądam – do widzenia. Pojedyncza skarpetka, przetarte skarpetki, i tak dalej, i tak dalej. Po miesiącu wyrzuciłam tym sposobem 300 rzeczy, bo po 2-3 tygodniach mój mózg tak się zaprogramował, że zaczęłam być jak prawdziwy „detektyw”. Wszędzie widziałam niepotrzebne rzeczy.

Kolejne porządki przedświąteczne tym razem były dla mnie przyjemnością, nie torturą. Teraz, po ponad 2 miesiącach takiego porządkowania, mój dom naprawdę wygląda przyjemniej i estetyczniej. Ja za to nie mam wcale poczucia, że się napracowałam. I tu moim zdaniem nie chodzi o to, że trzeba nagle stać się minimalistą, ale o to, aby mieć w domu tylko takie rzeczy, które są nam potrzebne, i których faktycznie używamy.

Co z tym wszystkim zrobić?

Dla wielu osób, dla mnie też, wyrzucanie rzeczy, które się przecież kupiło, jest zwykłym marnotrawstwem i wynoszeniem ciężko zarobionych pieniędzy na śmietnik. Słowa „wyrzucać” używam jednak jako skrótu myślowego. Faktycznie, moim zdaniem wyrzucać należy tylko to, co już nikomu nie posłuży. Pamiętajmy przy tym o zasadach segregacji odpadów. Ja część rzeczy sprzedałam, część oddałam, a tylko małą część faktycznie wyrzuciłam.

zagracone mieszkanie
bohemianliving.pl
zagracone mieszkanie
bohemianliving.pl

Pojemniczki, koszyczki, segregatorki…

W wielu miejscach można znaleźć porady, aby zacząć od kupienia pięknych koszy, pojemników, ozdobnych pudełek, segregatorów i nie wiadomo czego jeszcze. Na rynku są tysiące tego typu produktów. Jedyne co nam to przyniesie, to kolejne przedmioty w domu, wydane pieniądze i ten sam stan uporządkowania, co na początku – tylko ukryty.

Dlaczego dużo przyjemniejsze i mądrzejsze jest zostawienie sobie zakupów na sam koniec?

  1. Może się okazać, że nic nie jest nam już potrzebne, bo po porządkach mamy wystarczająco dużo miejsca na wszystko.
  2. W trakcie porządkowania możemy nagle odkryć „ukryte skarby”, które kiedyś kupiliśmy.
  3. Jak już wyrzucimy niepotrzebne rzeczy, to do nowo zakupionych, pięknych pojemników włożymy tylko to, co jest nam potrzebne i przydatne. Dzięki temu będziemy mogli bez problemu znaleźć konkretne przedmioty i prawdziwie się nimi cieszyć.
Podsumowując, uważam, że jeżeli tylko czujemy, że wokół nas jest nadmiar rzeczy, to naprawdę warto coś z tym zrobić. Każdy powinien znaleźć swoją metodę porządkowania swoich czterech kątów. Być może u niektórych lepiej sprawdzi się nagła rewolucja, u innych porządkowanie sekcjami poszczególnych pomieszczeń, a u pozostałych jeszcze inna metoda. Uporządkowana, niezagracona przestrzeń to nie tylko miły dla oka widok. To też, a może nawet przede wszystkim, wolna przestrzeń w naszej głowie, w której nigdy nie wiadomo co nowego zakiełkuje.