Z pytaniem o najlepszy kredyt jest podobnie, jak z pytaniem o najlepszy film albo książkę. Odpowiedzi na tak ogólnie postawione pytanie będą bardzo różne. Podczas wyboru książki decydują indywidualne preferencje – posiadany czas oraz cel, w jakim chcemy przeczytać daną lekturę. W przypadku kredytu hipotecznego, bo na nim konkretnie chciałem się skoncentrować, decyduje cena, ale także pewien zbiór innych cech.

Promocja? Trzeba spełnić jej kryteria

Jeżeli bank X, rywalizując z szeregiem innych instytucji finansowych, przedstawi ofertę kredytu, który wychodzi ze swoją ceną znacząco na plus, można spodziewać się dużego zainteresowania. Bank taki może liczyć, że pozyska dużą liczbę nowych klientów, ale z racji obniżenia ceny zarobi mniej od swojej konkurencji.

Często jednak zdarza się, że bank X, który przedstawia bardzo korzystną propozycję kredytu, jednocześnie stawia warunki, które nie są do spełnienia dla wszystkich potencjalnych klientów. Tymi wymogami mogą być na przykład:

  • wymagany dochód z umowy o pracę na czas nieokreślony (wtedy inne rodzaje uzyskiwanych dochodów automatycznie odpadają);
  • wyższy niż standardowo wkład własny, np. 20-30% zamiast 10% (bo właśnie 10% należy mieć minimalnie odłożone na transakcję, aby uzyskać mieszkaniowy kredyt hipoteczny);
  • zakup mieszkania u konkretnego dewelopera (tak, zdarzają się i takie promocje).

Jak jestem postrzegany przez bank?

Aby uzyskać najlepsze oferty cenowe, trzeba wykazać się wobec banku pewnymi atutami. Jednym z nich jest zapewne wysokość kredytu. Przeważnie lepszym klientem dla banków będzie ten wnioskujący o 470 tys. zł, niż ten potrzebujący jedynie 120 tys. zł. W pierwszym przypadku bank chętniej pójdzie nawet na dodatkowe odstępstwa cenowe.

Za duży kredyt też nie jest dobry. Jeżeli ktoś ubiega się o kredyt w wysokości 1,5 mln zł, ma do tego niewielki wkład własny (na przykład wymagane minimum, czyli 10%) i przystępuje do kredytu sam, bank może zażądać od niego wyższego wkładu własnego, a w skrajnym przypadku nawet odrzucić jego wniosek, nawet jeśli klient ten posiada wysokie dochody. Takie aspekty również należy brać pod uwagę.

Co jest dobre dla Kowalskiego, nie musi być dobre dla Wiśniewskiego

Wiele osób zaciągających kredyt na 30 lat ma zamiar spłacać go faktycznie przez te 30 lat. Wówczas w porównaniu ofert różnych banków istotna jest ich selekcja – gdzie pojawia się najniższa suma kosztów właśnie w 30-letnim okresie.

Często jednak, zaciągając tak długie zobowiązanie, zakładamy regularną spłatę jedynie przez początkowy okres, np. 5-10 lat, licząc, że po tym czasie sprzedamy przykładowo naszą inną nieruchomość (a za uzyskane środki spłacimy kredyt), otrzymamy spadek, skokowo wzrosną nam dochody albo wygramy w totolotka. Wtedy najważniejsze mogą okazać się koszty wstępne, tj. prowizja albo ubezpieczenie – płatne z góry, za określony czas. Marża (czyli składowa oprocentowania, według której naliczane są odsetki) w wielu takich sytuacjach schodzi na drugi plan.

Im bardziej realna jest perspektywa wcześniejszej spłaty kredytu, tym uważniej powinniśmy porównać sumę kosztów w krótszym okresie. We wskazanej sytuacji należy przywiązywać dużo większą wagę do wysokości kosztów początkowych.

Innym elementem oferty kredytowej jest ubezpieczenie na życie, którego wiele banków nie wymaga. Nie zmienia to jednak faktu, że w niektórych przypadkach jest ono obligatoryjne, a klient sam może wykupić ubezpieczenie i zrobić z niego cesję na bank. Są jednak i takie banki, które wymagają zakupu ubezpieczenia za swoim pośrednictwem. W zależności od naszej indywidualnej sytuacji, musimy odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie. Czy ubezpieczenie potraktujemy jako zło konieczne, żeby otrzymać wybraną ofertę, czy też dostrzeżemy w nim realną wartość. Jest nią przede wszystkim ochrona finansów naszej rodziny, na wypadek śmierci lub innych nieszczęśliwych zdarzeń. Dużo zależy tutaj od kosztu, jak również od zapisów w ogólnych warunkach ubezpieczenia, z którymi warto zapoznać się przed podjęciem decyzji.