Sytuacje, kiedy sen z powiek spędza ujadanie psa sąsiada albo letni wypoczynek w ogrodzie uniemożliwia duszący zapach z pobliskiej fermy drobiu, nie należą do rzadkości. W takich okolicznościach nie jesteśmy jednak bezsilni, co w niniejszym artykule opisze Magdalena Hajduk z Kancelarii Ślązak Zapiór i Wspólnicy sp.k.

Sąsiedzi mogą się tłumaczyć, że ujadanie psa ma związek wyłącznie z naturą pupila, a przykry zapach hodowanego ptactwa to rzecz nieunikniona przy tego typu działalności. Jednak w żadnym razie nie powinno to wywoływać wrażenia perspektywy beznadziejnej walki z wiatrakami. W istocie nawet zwierzyniec za miedzą jest możliwy do okiełznania.

Podejście pierwsze: cywilne

Na początek kilka słów o szerokim pojęciu immisji z nieruchomości sąsiednich. Zgodnie z przepisem art. 144 kodeksu cywilnego właściciel nieruchomości powinien powstrzymywać się od działań, które zakłócałyby korzystanie z nieruchomości sąsiednich na ponad przeciętną miarę. Takim zakłóceniem może być zarówno hałas, jak i nieprzyjemny zapach, czy też niekomfortowe, nazwijmy to, wrażenia wizualne.

W przypadku tego typu zakłóceń mamy do czynienia z immisjami pośrednimi, których źródło znajduje się na terenie sąsiedniej nieruchomości. Nieruchomością sąsiednią w rozumieniu przywołanego przepisu jest nie tylko nieruchomość przylegająca bezpośrednio do tej będącej źródłem immisji. Są to wszystkie nieruchomości, które znajdują się w zasięgu omawianych oddziaływań. Takie rozumienie pojęcia nieruchomości sąsiedniej zaprezentował Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 13 października 2003 r., sygnatura  IV SA 456/02. Wyrok dotyczył co prawda pojęcia prawa budowlanego, jednakże zachowuje on aktualność również w zakresie omawianego zagadnienia. To szczególnie ważne w sytuacji, kiedy tytułowy „zwierzyniec” znajduje się trochę dalej, jeszcze za kolejną „miedzą”. Nie zmienia to jednak faktu, że jest dokuczliwy, pomimo dzielącego od niego dystansu.

Immisje pośrednie mogą mieć postać materialną (kiedy na nieruchomość sąsiednią docierają gazy, zanieczyszczenia czy też hałasy) oraz niematerialną, kiedy to oddziałują głównie na sferę psychiczną człowieka, stwarzając na przykład uczucie zagrożenia. W piśmiennictwie wyróżnia się również immisje pozytywne lub negatywne. Podział ten jest zależny od tego, czy zakłócenie jest wynikiem aktywności sąsiada, czy też zaniechaniem wykonania pewnych czynności.

Skoro ustaliliśmy już, które zjawiska można kwalifikować jako immisje, należy odpowiedzieć na pytanie jak sobie z nimi poradzić. Pomocą służyć będzie w takim przypadku konstrukcja powództwa negatoryjnego w postaci roszczenia o zaprzestanie naruszeń oraz ochrony niezakłóconego immisjami sposobu wykonywania prawa własności nieruchomości sąsiedniej.

Podejście drugie: karne

Zdecydowanie szybszym, aczkolwiek wyłącznie doraźnym rozwiązaniem jest sprowadzenie na uciążliwego sąsiada odpowiedzialności karnej. Sposobów oraz podstaw może być kilka.

Po pierwsze można wskazać na realizację przez sąsiada znamion wykroczenia z art. 77 kodeksu wykroczeń. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany. Zasadność skorzystania z opisanego „paragrafu” powstanie jednak wyłącznie wtedy, kiedy w związku ze sposobem trzymania zwierzęcia przez jego właściciela lub każdego, kto z jakiegokolwiek tytułu zobowiązany jest do opieki lub dozoru nad zwierzęciem, powstanie zagrożenie dla życia, zdrowia lub mienia innych osób.

Warto w tym miejscu zasygnalizować, że przepisy szczególne, w tym ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, przewidują sposób postępowania przy trzymaniu określonych rodzajów zwierząt, co będzie miało istotne znaczenie w kontekście oceny naganności zachowania ich właściciela. Ponadto, z reakcją karną spotka się również prowadzenie hodowli lub utrzymywanie, bez wymaganego zezwolenia, psa rasy uznawanej za agresywną. Przewiduje to art. 37a wspomnianej już ustawy o ochronie zwierząt.

Kolejne przepisy, które mogą zostać naruszone w związku z uciążliwym zwierzęcym sąsiedztwem, to art. 51 kodeksu wykroczeń. Przewiduje on karę aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny dla tego, kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny lub spoczynek nocny.

Na wstępie tego artykułu pisałam o męczącym ujadaniu psa sąsiada. Jeżeli zatem zamiłowanie pupila sąsiada do nocnej aktywności zakłóca Wam spoczynek, oznacza to, że ochrona przewidziana w wyżej wymienionym przepisie dotyczy właśnie Was.

Wolnoć, Tomku?

Kolejnym źródłem regulacji prawnych dotyczących zwierząt są akty prawa miejscowego. Przykładem może być Uchwała XXIV/495/16 Rady Miasta Katowice z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie Miasta Katowice. Określa ona obowiązki osób utrzymujących zwierzęta, wskazując, że utrzymujący zwierzęta domowe zobowiązani są do zachowania środków ostrożności zapewniających ochronę zdrowia i życia ludzi oraz zwierząt, a także do dołożenia starań, aby zwierzęta te nie były uciążliwe dla otoczenia.

Podobnie Regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Lublin (uchwała nr 657/XXVI/2012 Rady Miasta Lublin z dnia 20 grudnia 2012 r.) zajmuje się zagadnieniem obowiązków właścicieli i posiadaczy zwierząt.

Przykład płynie prosto z wokandy

Miłka i Lulu. Tak nazywały się dwie kotki mieszkańca niewielkiej podwrocławskiej miejscowości. Niech jednak nie zwiodą Was te słodkie imiona. Kotki bowiem bez skrupułów wyjadały rybki z oczka wodnego właściciela sąsiedniej posesji. Jak nietrudno zgadnąć, odpowiedzialność za swoje pupilki i ich godną najsroższej krytyki aktywność musiał przyjąć na siebie ich posiadacz. Właściciel Miłki i Lulu przyjął karę nagany nałożoną przez sąd. Poszkodowany sąsiad swoich karasi nie odzyskał już nigdy.